Wiceprezes PZPN, Eugeniusz Kolator, wygrał sprawę o zniesławienie, którą wytoczył legendarnemu bramkarzowi Janowi Tomaszewskiemu. Zgodnie z prawomocnym wyrokiem sądu „Tomek” oprócz zamieszczenia przeprosin na łamach „Przeglądu Sportowego” będzie musiał zapłacić pięć tysięcy złotych razem z odsetkami i kosztami sądowymi na rzecz klubu piłkarskiego Mazur Karczew...
Chociaż prawomocny wyrok w tej sprawie zapadł w sierpniu 2004 roku, Tomaszewski nadal nie wywiązał się z postanowień sądu. Żeby było ciekawiej, Jan Tomaszewski jest przewodniczącym... Komisji Etyki PZPN.
Przypomnijmy. Proces z powództwa Kolatora rozpoczął się w styczniu 2004 roku przed Sądem Okręgowym w Łodzi. Kolator poczuł się urażony treścią felietonów Tomaszewskiego zamieszczonych w „Przeglądzie Sportowym”.
Kasacja odrzucona?
– Pan Tomaszewski w felietonach nie pisał mojego nazwiska, a jedynie imię i pierwszą literę nazwiska. Pisał o mafii sędziowskiej, a to wskazuje, że ja jestem jednym z członków lub przywódców grupy. Nieprawdą jest też informacja, że jestem zatrudniony w PZPN i biorę za to pieniądze, bo moja funkcja jest społeczna – stwierdził Kolator. Tomaszewski tłumaczył się, że próbował się dowiedzieć, ile Kolator zarabia w PZPN. Skontaktował się w tej sprawie z Michałem Listkiewiczem, prezesem PZPN. Ten odpowiedział, że Tomaszewski powinien o to zapytać drogą służbową. – Takie procedury długo trwają, a ja dowiedziałem się, że inny wiceprezes PZPN Henryk Apostel zarabia w związku.
Napisałem w gazecie, że ta społeczna działalność jest za duże pieniądze. Ponadto użyłem słowa „ponoć” – mówił wtedy „Tomek”. Sąd przyznał rację Kolatorowi. Tomaszewski złożył nawet kasację od wyroku do Sądu Najwyższego. Według mecenasa Eugeniusza Kolatora została ona odrzucona. Tomaszewski twierdzi, że nic nie wie o tej decyzji. – Pierwszy powinienem wiedzieć o takim postanowieniu. Będę dochodził swoich praw przed Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu. Polskie sądy przegrywają tam większość spraw – grzmi Tomaszewski.
Od wyroku minął ponad rok. – Jeśli pan Tomaszewski będzie nadal wstrzymywał się od wykonania postanowień wyroku sądu, skieruję sprawę do komornika – zapowiada Kolator.
Nie przeproszę Kolatora
Zdaniem Tomaszewskiego sprawa w ogóle nie powinna trafić do sądu. – Jestem członkiem PZPN. Dlatego pan Kolator powinien najpierw wykorzystać sądy koleżeńskie w związku – mówi „Tomek”. Według „człowieka, który powstrzymał Anglię” prokuratura nie wszczyna postępowań na podstawie „papieru toaletowego”, ale konkretnych dowodów. – Jestem w posiadaniu takich dokumentów, które obciążają pana Kolatora. Nie przeproszę go – mówi Tomaszewski.
Kontrowersyjny szef wydziału etyki PZPN 20 grudnia zawiadomił prokuraturę o nieprawidłowościach i niegospodarności w piłkarskiej centrali (chodzi m.in. o sfałszowany zdaniem Tomaszewskiego statut PZPN). Według „Tomka” w tę sprawę zamieszany jest także Kolator. – Jeśli zostanę wezwany na przesłuchanie w tej sprawie, rozważam złożenie wniosku o przebadanie pana Tomaszewskiego przez psychiatrę. Dysponujemy w związku dokumentami, które wyjaśniają tą kwestię – wyjawia Kolator. – Założyłem też panu Tomaszewskiemu kolejną sprawę w sądzie – dodaje.
Marcin Dziedzic
"Tygodnik Regionalny"